W poszukiwaniu szczęścia – felieton

Kwiatki z klatki, czyli mądrości ludowe spisane na ścianach i murach.

Wiadomo nie od dziś, że sporo prawd można się w mądrościach ludowych doszukać. Mamy w zwyczaju komplikować, myśleć za dużo i zazwyczaj więcej z tego trosk niż pożytku. A lud prosty, jak sama nazwa wskazuje, myśli prosto. Nie znaczy to wcale, że głupio. Osobiście lubię proste i trafne przekazy, gdzie nie trzeba się domyślać, co poeta miał na myśli. Ale też nie można umniejszać twórczości ze ścian, murów i toalet. Wiele w nich głębi podanej w sposób jasny i czytelny dla odbiorcy.

Ile się teraz mówi o rozwoju, świadomości, szanowaniu swoich emocji i kochaniu siebie. Różni guru uczą nas samoakceptacji, asertywności, każą nam rozmawiać z wewnętrznym dzieckiem i żyć w zgodzie z sobą. Używają do tego pięknych słów. Mówią o programowaniu, przepracowywaniu, uwalnianiu, procesowaniu, o drodze, obecności, spojrzeniu w głąb siebie. Proponują nam być w milczącej akceptacji i szukać światła. I kiedy już to wszystko zrobimy, szczęście zapuka do naszych drzwi, które podobno są otwarte, tylko my tego nie zauważamy. A co na to wszystko mądrość ludowa wprost ze ścian? A np. to: „Bądź sobą, pojebanych też lubią” czy „Nie jestem zupą pomidorową, żeby mnie wszyscy lubili”. Proste? Proste. Ile w tym samoakceptacji, której tak wielu brakuje. Czy takie: „Musiałam odejść, miałam dość, że przy tobie czułam się czymś mniejszym niż całość”. Ha, to my się tego uczymy na kursach, czytamy mądre książki, zgłębiamy filozofię taoistyczną, a taka Mariola spod czternastki wie, że to ona jest całością, że nie potrzeba jej żadnego Janusza, Marka czy Zdziśka, by czuć się pełną. Wie, że z toksycznych relacji się odchodzi. Nie trzeba do tego ideologii. Mówią nam przecież: Nie myśl, czuj. I ona nie myśli, nie rozkłada na czynniki pierwsze, nie mnoży światów. Poczuła, że jest źle, że ktoś zabierał jej część – i odeszła. Po prostu. Jest też próba pogodzenia się z trudnym dzieciństwem: „Nie licz na ojca, zrób się sam”. Co znaczy, że czas dorosnąć i odpowiadać za własne czyny.

Możemy iść o krok dalej. W takich sentencjach znajdziemy nie tylko mądrość samą w sobie, ale i próbę uświadomienia gawiedzi: „Chłopcy też płaczą, a dziewczyny się masturbują”. I tu jesteśmy przy temacie gender i równouprawnienia. Mężczyźni też mają prawo, by odczuwać emocje, by nie bać się ich. Im lepszy będą mieli kontakt ze swoją wrażliwością, tym lepiej będą potrafili zrozumieć kobietę. A kobiety? Czy powinny się wstydzić swojej seksualności? Ile feministek pokazuje teraz swoje cipki w sztuce zwanej performance, by zamanifestować fakt, że ciało ludzkie nie jest nieprzyzwoite, że to najnaturalniejsza rzecz na świecie. Taka Milo Moiré czy Deborah De Robertis walczą cipką o prawa kobiet, o świadomość cielesności, a tu proszę, zapewne ktoś, kto o nich nie słyszał, daje przekaz światu, że kobieta to też człowiek i to człowiek seksualny, mający prawo do seksualnych zachowań. Brawo. Jestem za.

Są też afirmacje: „Nie jest źle, do chuja pana” i próba wpłynięcia na rzeczywistość: „Żądam, żeby było zajebiście, najpóźniej od czwartku”. I są proste pytania, które każą nam przystanąć i się zastanowić: „Kobieto, po co tobie kompleksy”? No po co? Ja też pytam.

Jest też kategoria duchowa, jak to: „Jezus mieszka na Niebuszewie”, która uświadamia nam, że wystarczy się dobrze rozejrzeć, a odnajdziemy Go wszędzie. On jest przy nas. Kategoria ta skłania nas także do zastanowienia się nad istotą wiary i naszego podejścia do życia: „Co, jeśli po śmierci Bóg spyta nas, jak było w niebie”? Wchodzimy też w głębsze rejony: „Błądzić jest rzeczą ludzką, wybaczać – niezwykłą”. Wiadomo, że wybaczanie to sztuka trudna, która udaje się nielicznym, ale gdy już nam się to uda, poczujemy się… niezwykle.

Bywają też sentencje uczące nas życia w „Tu i Teraz”, uczące, by szukać szczęścia właśnie w tej chwili, w której się znajdujemy: „Nie możesz zatrzymać dnia, ale możesz go nie stracić.” I coś co pomaga nam mierzyć się z trudnymi chwilami: „W życiu trzeba być twardym jak żelki z Biedronki” lub „Każdy z nas leży w rynsztoku, lecz niektórzy patrzą w gwiazdy”!!! Ileż w tym nadziei.

Urzeka mnie też kategoria alkoholowa: „Picie bez popity jest jak seks bez kobity”. Czy trzeba coś jeszcze dodawać? Trzeba tylko polać, bo: „Trzeźwość boli bardziej niż kac”. A jeśli już o bólu egzystencjalnym mowa, to taka twórczość bywa krzykiem o pomoc: „Krzyczę! Czy jest ktoś, czy jest ktoś, kto mógłby wyjebać moją głowę”?

Pora kończyć, choć mogłabym tak długo, ale limit znaków już został dawno przekroczony, więc tylko zatrzymam się jeszcze na chwilę przy miłości, bo przecież bez niej nic nie istnieje. Sztuka ze ścian klatkowych i murów także. I oto: „Hedonistyczne pokolenie liczy kalorie, nie liczy na prawdziwą miłość” – głębokie. „Dopiero w grobie zapomnę o tobie, gdy me powieki zamkną się na wieki”. Jest rym? Jest. Są też wyznania: „Chciałbym z tobą wrócić do chaty socjologa” lub „Chcę mieć z tobą karkówkę”. I zrobiło się romantycznie.

A tymczasem cieszę się, że jest miejsce w przestrzeni publicznej na taką sztukę i już naprawdę uciekam, bo i tak: „Jeszcze będzie wiele spraw, które zrozumiemy później”.

Hanka V. Mody

 

Felieton ukazał się w 3 numerze Mojej Przestrzeni Kultury pt. „Sprayem po murach”.

MPK

Podziel się Hanką:
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Pin on Pinterest
Pinterest

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.