Słowa

Z tymi słowami to jest tak, że lubią się kłębić. Jak chmury. Czasem ułożą się w jakiś obraz, lecz w większości są trochę poszarpane, a myśli, jak podmuch wiatru, tworzą z nich tylko bezkształtny puch. Nie zawsze umiem je ułożyć. Czasem są delikatne jak piórko i tylko muskają brzegi warg. Drgają delikatnie. Tańczą na opuszkach palców, figlarne chochliki. Chowają się przede mną i ze śmiechem wyglądają zza rogu. Śmieją się perliście, radośnie, gotowe by je złapać. Nie zawsze potrafię. Są, czujesz je, a jakby ich nie było. Czasem lepiej poczekać. Same przyjdą, gdy zgłodnieją. Jak koty. Na wszystko jest czas.

Hanka V. Mody

Bo w życiu najważniejsze jest życie

Czekanie. Czekaliśmy na urlop cały rok. Ostatnie dni to było planowanie, pakowanie i tuptanie żeby to już. Świat miał się zatrzymać a my mieliśmy osiągnąć niezaprzeczalny stan szczęścia. Widzieliśmy się biegnących po czystej, pustej plaży na spotkanie z zachodzącym słońcem lub zdobywających kolejny szczyt przynajmniej Tatr, jeśli nie Himalajów. Albo jak Pan Samochodzik mieliśmy odkrywać tajemnice tego, co czai się za zakrętem lub leżeć nad oceanem objadając się owocami morza. Miało być sielsko, cudownie i po prostu idealnie. Do tego dziki seks z ukochanym czy ukochaną i oglądanie gwiazd przy ognisku. Uśmiech gwarantowany. I to wszystko pstryk i na fejsa. A tu bach… I dopada nas życie. Czytaj dalej Bo w życiu najważniejsze jest życie

Z cyklu: rozmówki damsko – męskie. Życie z artystą.

Jadą w dal samochodem.
Ona: (pokazując dom na poboczu) Zobacz, a może pomalujemy dom na niebiesko?
On: To ultramaryna.
Ona: Co?
On: To ultramaryna nie niebieski.
Ona: Noooo dobra, może być. W każdym razie takie coś (tym razem pokazuje niebieski przystanek autobusowy).
On: A to akurat Royal Blue.
Ona: Acha, no to właśnie jakoś tak.

Siadają wieczorem nad wodą.
Ona: Podaj mi tę niebieską bluzę (bo ma do wyboru jeszcze zieloną – (chyba) ).
On: (podając) To fioletowa jest.
Ona: (milczy).


Także ten, no.

Hanka V. Mody

Plaża. Koc. Trzy kobiety. Z jednego boku na drugi. Żeby równo było. Komentują:
– Ale gruby, zobaczcie, kijem bym go nie tknęła.
– O k… wa, faktycznie. Po co taki do ludzi wychodzi?
– Ale obleśny dziad.
– A popatrzcie na tamtą dziewczynę. Bleee
– Nogi ma krzywe. Hahaha
– I cellulit.

Bedą tak komentować. Dzień cały. Aż się upieką tak jak chcą. Będą wtedy piękne. Jeszcze piękniejsze. Najpiękniejsze. Niech leżą. Na tej plaży. I niech komentują. Coś trzeba w życiu robić.

Hanka V. Mody

Kanapa. Telewizor. Trzech facetów. Siedzą. Oglądają. Jakiś mecz. Siatkówka kobieca. Chyba.
– No jak k… wa skaczesz.
– Przecież ona taka wielka jest.
– Nooo, gruba.
– Co za babsztyl.
– A jaka brzydka.
– Niech się k… wa suka rusza.

Siedzą. Komentują. Będą tak siedzieć cały dzień. Na tej kanapie. Przed tym telewizorem. I będą najmądrzejsi. I w ogóle tacy naj. We wszystkim. I to daje im prawo do oceny innych. Niech komentują. Niech oceniają. Na tej kanapie. Przed tym telewizorem.

Hanka V. Mody

Dziś miasto było ciche, senne i czarno-białe. Jakby odsypiało po wszystkich tych koncertach. A może zawiesił się system? Szłam pustym chodnikiem, jechałam pustymi ulicami i pomyślałam, że może o czymś nie wiem? Może, gdy spałam wtulona w ciepłe ramiona, wszyscy zniknęli? Może ogłosili jakiś kataklizm i powinnam zostać w domu? A może mnie też już nie ma i tak bez sensu próbuję jeszcze być? Szukam się w tej ciszy.

Hanka v. Mody

Ekshibicjonizm

Nie, żebym była święta. Kto, jak kto, ale ja ekshibicjonizm wszelaki powinnam rozumieć. A jednak nie rozumiem. Ot, taka przewrotna jestem, a może zwyczajnie pewne rzeczy są ponad moje wyobrażenie. Wiadomo, że ktoś, kto pisze, uprawia w jakimś stopniu emocjonalny ekshibicjonizm. Chętnie się tu z Wami dzielę kawałkami mojego życia i moich przemyśleń. Opisuję Wam, ale też pokazuję mój świat. Nie, nie mam z tym problemu. Taka lajfa. Chcesz istnieć, musisz bywać. A ja jakoś tam jednak istnieć chcę. Tym bardziej, że to „muszę” z Wami staje się przyjemnością. 

Czytaj dalej Ekshibicjonizm

Z cyklu: rozmówki damsko – męskie. Rosół.

Cudownie aromatyczny i tłusty rosół z kury martwej i rozebranej wykipiał na kuchenkę. Wszystko pływa.

On: (z przerażeniem) I co my teraz zrobimy?

Ona: (spokojnie) Posprzątamy.

On: (z jeszcze większym przerażeniem) To ja sobie naleję.

(Nalał. Nie, nie rosołu).

Hanka V. Mody

To jest błont

Ortografia nie jest moją najmocniejszą stroną, temat interpunkcji przemilczę, lecz czasem udaje mi się postawić przecinek w odpowiednim miejscu. Z kropkami lepiej sobie radzę. W każdym razie wstydzę się okrutnie, gdy jakiegoś babola popełnię i to jeszcze publicznie. I wdzięczna jestem, gdy ktoś mnie poprawi i ustrzeże przed dalszym narażaniem się na śmieszność.

Czytaj dalej To jest błont